Rok 1995, Inowrocław, osiedlowa Wróżka...
Devi...wyczytalam w kartach, ze za piec lat będziesz stawiała
bota na IRCu...
Buahahahaha!!!...Eeee...a co to jest IRC?
Rok 2000, Inowrocław, dom na przedmieściu...
Yes! Stoi!...(ehem...no bez takich ;)
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Oj ja głupia! nieopatrzne
wpisanie /join #actionmag rozpoczęło reakcje łańcuchowa, której
nie sposób było przerwać. :) Miałam wizję...zespół AM
zbierający się co piątek na kanale, rozmawiający z ludźmi i
ze sobą... Mielibyśmy wreszcie chwilkę no i miejsce oczywiście,
żeby w spokoju omówić sprawy związane z AM, lub po prostu
pogadać. No, ale skoro mieliśmy zamiar zaprosić na kanał
innych, to wypadało mieć jakiegoś strażnika...ehe...zaczyna
się...:))
Bot to kłopot...mało kto wiedział jak go postawić...ze mną włącznie.
No, ale, gdzie facet nie może, tam Devi pośle. Jestem ambitna.
Powiedziałam, ze bota postawie!!! Napisałam do
znajomego....okazało się, ze na botach, to on się nie zna, ale
może mi załatwić shella. No, oczywiście, to była wspaniała
wiadomość. Oki, shella miałam. Teraz wypadało zdobyć program
do komunikacji z nim, jakiś porządny ftp i samego botka.
Programik dostałam mailem, z ftp nie było problemu, a botka
przysłał Lamer...:)) Noooo...jestem gotowa! Zawołałam i zabrałam
się do realizacji tego szalonego przedsięwzięcia. Podbudowana
słowami Smugga: "Mądra dziewczynka...:)" połączyłam
się z kontem. Eeee..ehem, co to jest? Zapytałam kiedy na
ekranie pojawił się ciąg białych literek na czarnym
tle...oki, juz wiem. to jest moje konto ;) To milo. Udało i się
uruchomić ftp i nawet z shellem się bez przeszkód połączyłam...:))
Pięknie!
Panie i panowie! koniec dobrego! Co za dużo to niezdrowo!!!
Spakowanego bota wysyłałam na konto 4 razy...za każdym bowiem
stawało (hehe...znow to samo) na 32% i klapa! Wreszcie jednak całość
zlądowała na koncie. Zabrałam się wiec za rozpakowywanie tego
ustrojstwa. Nie zdziwicie się zapewne, gdy napisze, ze musiałam
te czynność powtarzać trzy razy. Ciągle coś było nie tak.
Coż, jestem uparta wiec się uparłam...:) (ale odkrywcze ;).
Rozzipowany i roztarowany bocik siadł sobie wreszcie na koncie
czekając aż go zainstaluje, co tez uczyniłam. Teraz należało
wykonać rzecz najważniejsza. Ściągnąć i zmodyfikować plik
konfiguracyjny.
Jak Lordaeron w swoim artykule przykazał zaczęłam szukać
pliku "lamebot"...opcja wyszukiwania nic mi nie
pomogla...takiego pliku w/g niej nie było. Coż, ja
bezgranicznie ufając autorowi artikla przeszukałam cale konto
na piechotę...i nic!!! Grrr...
Mając jak sadze niebagatelny IQ stwierdziłam, ze autor mnie wpuścił
w maliny i tyle. Po chwili uznałam, ze jedynym plikiem, który
tu może za konfiguracyjny uchodzić to eggdrop.conf.dist i tak
tez było. YES!!! Mały geniusz...;)
Otworzyłam go pod notatnikiem...uhohoho...ale pobojowisko! I ja
mam tu coś poustawiać??? Przecież najlepiej to do śmieci
wyrzucić a nie ustawiać!!! Ehem...znów podkreślę, ze IQ mam
niebagatelne ;) wiec wymyśliłam otwarcie pliku pod edytorem
dosowym...O! Pięknie! Wszystko równiutkie i ułożone...:))))
Pozmieniałam co trzeba i wysłałam plik na konto. No! teraz
zostało mi tylko uruchomienie botka!
??? Błąd?!? 127 linia...:( Uuuu :( Plik znów zlądował pod
moim edytorem. Poprawiałam, wysłałam, odpalilam...nie, wcale
nie zwyciężyłam!!! Przegrałam ponownie. Po błędzie w 127
linijce nastal błąd w 383 a po nim w 569...no coż, plik mial
tylko 1034 linie wiec nieuchronnie zbliżałam się do końca błędów
;) Zresztą, co tam błędy w configu...bot nie może załadować
modułów!!! Jezu, czy ja naprawdę musze być na to skazana
(qrcze, a ja zawsze myślałam, ze jestem skazana na sukces ;)
Okazało się, ze podczas rozpakowywania nie utworzył się jeden
z katalogów i moduły znalazły się w katalogu głównym.
Utworzyłam wiec ów katalog i poprzenosiłam do niego
odpowiednie pliki. Oki, moduły załadowane. :) Czyżby to juz
koniec? TAK!!! Udało się. Wreszcie botek stanął :))))...
Rok 2000, Inowrocław,
Devi, postawiłabyś mi bota na kanale?
Buahahahahaha!!! Ja się na tym nie znam...moge ci załatwić
shella...:D
Pozdrowionka: Devi
devi@pf.pl