List został wysłany do MA (oprócz aneksu) na początku września. Ciekawe czy
zobaczymy go w druku? Stawiam 100: 1, że nie!
Drogi Panie Redaktorze. Z pewnym zdziwieniem przeczytałem wstępniak z MA 8\95. Moje
zdziwienie wynikało z tego, że nie spodziewałem się, iż publicznie odpowie Pan na
postawione zarzuty. Cóż - punkt dla Pana. Wszelako by Pana nie przechwalić muszę od
razu stwierdzić, że forma odpowiedzi na list Rafała Sz. nie budzi mego zachwytu, a
nawet wprost przeciwnie.
Ale na początek powiem Panu tyle, że pretensje Rafała Sz. pod Pana adresem bynajmniej
nie są odosobnione. Przeciwnie - nader często spotykałem się z głosami krytycznymi
pod Pana adresem, a wiele z pretensji tyczyło tej samej sprawy - natrętnego mieszania
polityki do spraw związanych z komputerami. Te zaś są przecież z założenia
apolityczne...
Połączenie tych dwóch spraw jest dla większości czytelników MA BARDZO niestrawne.
Polską specyfiką jest bowiem to, że polityka wpycha się w nasze życie drzwiami i
oknami; dzięki temu wielu wielu ludzi ma jej po dziurki w nosie. Zaliczam się do tej
rzeszy ludzi. Stąd natknięcie się na jakieś komentarze polityczne tam, gdzie w życiu
bym się ich nie spodziewał (czyli na łamach MA) budzi tym samym moją najwyższą niechęć.
Dlatego obiema rękoma podpisuję się pod listem Rafała Sz. - precz z polityką z łamów
MA!
Wracając do listu - niektóre Pańskie argumenty wytoczone na swą obronę są... hm...
nader liche. Ot: "żyjemy w demokratycznym (...) kraju, a zatem każdy ma prawo do
wyznawania (...) poglądów, jakie uważa za słuszne. " Owszem, panie Marku, jak
najbardziej, ale... Dziwi mnie takie ujęcie tematu. Przecież Rafał Sz. wcale nie
zabrania panu mieć swoich poglądów. Prawda? On tylko chce by się Pan z nimi publicznie
nie obnosił, a mówiąc dokładniej nie nagłaśniał ich na łamach MA, który przecież
nie jest Pana prywatną gazetą! A to nie to samo. Czy to jest wygórowane żądanie? Wątpię.
I demokracja nie ma tu nic do rzeczy.
Bije Pan z ciężkich armat ale Panu Bogu w okno! Bardziej jest to kwestia ogólnej
kultury bycia i kultury słowa pisanego - nie będziesz zanudzał bliźniego swego
rzeczami, które jego nie interesują. Tak powinno brzmieć XI przykazanie. Ponadto jest
przecież tyle innych gazet, gdzie mógłby się Pan wypowiadać na te tematy - od Gazety
Wyborczej i Gazety Polskiej (wedle woli i poglądów) po... PC Kurier. Czemu Pan się uparł
by właśnie nam, amigowcom, psuć krew?
Zarzuca Pan Rafałowi Sz. brak poczucia humoru tylko dlatego, że np. nie bawią go pańskie
wycieczki pod adresem polityki rolnej rządu przy omawianiu programu użytkowego (nie było
tak przy bodaj "Książce Kucharskiej", czy jak się zwał ten użyd? No panie
Marku - proszę uderzyć się w piersi!) .
A uogólniając - skoro ktoś nie czuje tej politycznie wyrafinowanej ironii i złośliwej
finezyjności aluzji, jakimi szpikuje Pan swe artykuły to znaczy, że nie ma on poczucia
humoru? Hm - a może wina leży pod drugiej stronie i te teksty wcale nie są tak bardzo błyskotliwe
i śmieszne jak Pan sądzi?
Był kiedyś taki szkolny dowcip: "jeśli jeden uczeń w klasie nie rozumie wykładu
to pewnie jest tępy. Jeśli dwóch to może obaj są tępi. Jeśli trzech - to nauczyciel
jest do niczego". Prawdę powiedziawszy nie spotkałem się jeszcze z nikim, kto
chwaliłby Pana polityczne dygresje. Natomiast jak już wspomniałem słyszałem sporo głosów
krytycznych na ten temat. Wnioski pozostawiam Panu.
Ponadto nie zgadzam się z argumentem, że skoro ktoś nie lubi polityki to po prostu może
przewrócić tę stronę. Nie jest tak, panie Marku, ani trochę. A dlaczego?
1. Czytelnik płaci w końcu za MA i ma prawo wymagać. Byłoby tak jak Pan mówi gdyby
trafił na artykuł, który jest na temat ale mu się nie podoba, albo który go nie
interesuje. OK. To ryzyko zawodowe - kupujemy MA "w ciemno" i nie jest
powiedziane, że 100% tekstów o AMIDZE przypadnie mi\nam do gustu. Wszelako są to artykuły
poświęcone temu co jest w winiecie pisma: A M I D Z E!!!
Natomiast te polityczne dygresje są już nadużyciem zaufania czytelnika, który
zainwestował pieniądze w pismo o komputerach a otrzymał jakąś "Rzeczpospolitą",
z tekstami które jako żywo nie mają NIC wspólnego z interesującym go tematem.
Cóż, gdyby czytelnik miał ochotę czytać o polityce to niewątpliwie kupiłby inną
gazetę. Pan zaś uszczęśliwia go na siłę... albo wręcz go "robi w bambuko"
tak w sensie przenośnym jak i dosłownym, finansowo wymiernym.
Popatrzmy: dla zaokrąglenia załóżmy, że MA ma 100 stron. PrzY cenie 3 zł daje to
koszt jednej strony (tej, którą mamy ominąć skoro się nam nie podoba) rzędu 3 groszy
za stronę. Niby niedużo ale mnożąc to przez 37.000 nakładu otrzymamy... około 1000
nowych złotych, czyli 10 mln starych. Niby nic, ale takie pieniądze piechotą nie chodzą.
Na tyle "okantował" Pan wiernych czytelników. Czy nie czuje się Pan w tym
momencie jak jeden z tych aferzystów, o których czasem Pan wspomina, którzy z
porozumiewawczym uśmieszkiem naciągają naiwnych?
Nieładne też wydaje mi się publiczne uogólnianie poglądów Rafała Sz. na zasadzie
"ja cię teraz załatwię". Z pana słów jasno wynika, że jeśli Rafałowi nie
podobają się Pana poglądy (czego wprawdzie on nie napisał ale mniejsza z tym) to...
zapewne jest komuchem lub chociaż sympatykiem komuny. Może nie? oto cytaciki:
"(...) Jedno głosowanie (...) jak za Starych Dobrych Czasów, do których ZAPEWNE tęskni
nasz Czytelnik"
A Pan, panie Marku, jest ZAPEWNE tranwestytą... Miłe, prawda?
"A my - zgodnie z zaleceniami Rafała Sz. - klaskajmy temu." itp.
Hm - a skąd takie wnioski? Ładnie to tak wykorzystywać swą przewagę - jako redaktor
(i to naczelny) może Pan praktycznie pisać co chce, w poczuciu całkowitej (niemal)
bezkarności za słowa. Można więc obrzucać czytelnika rozmaitym błotkiem - zawsze coś
tam zostanie na obrzucanym.
A toż to przecież zwykłe pomówienie! Pan, panie Marku, zdaje się reprezentować kiedyś
popularny w pewnych (mocno czerwonych) kręgach pogląd "kto podnosi rękę na mnie -
podnosi rękę na ustrój". Cóż, nie Pan pierwszy i nie ostatni - ale czy wypada się
z tym publicznie obnosić?
W zakończeniu swego tekstu pisze Pan, że "nie widzę nic niestosownego w tekstach,
które wytknął mi Czytelnik". Zgoda. Niestosowne raczej nie były. Ale na pewno nie
na miejscu.... Czy czuje Pan tę subtelną różnicę? Przychodzenie do filharmonii w
kufajce też formalnie biorąc karalne nie jest, ale ludzie wiedzą, że tego po prostu się
nie robi, nawet jeśli czują się w niej znakomicie.
Ja Pana rozumiem - Pan, błędny rycerz na Amidze okrakiem, zwalcza tę hydrę - komunę płomiennym
ogniem swych szyderstw, gromi ją piorunami swych druzgoczących dygresji, jak jedyny niezłomny
obnaża całą potworność ich zbrodniczych knowań... tylko dzięki panu nie mamy
jeszcze w Polsce drugiej Korei Północnej i Kuby naraz - a tu jakiś zrzęda i malkontent
wydziwia, że to nie jest w porządku.
No kim może być taki człowiek? Wiadomo: komuch, agent KGB albo co najmniej tępak i
prymityw. Można więc takiemu dokopać na łamach MA, przy okazji przemycając przy tym
kolejną dygresję polityczną (pisząc chwilę przedtem, że nie będzie więcej polityki
na łamach) i odę do białej kiełbasy na dodatek. Cóż, przyznaję nie każdy jest w
stanie tego dokonać! Podziwiam ale nie zazdroszczę.
Kończąc posłużę się jeszcze jednym Pana cytatem, który jak myślę jest tu jak
znalazł: "Jednak są tacy co myślą odmiennie. Trzeba uszanować ich poglądy".
Otóż to - zatem panie Marku prosiłbym o uszanowanie poglądów tych, którym nie zawsze
się podoba to, co Pan wyczynia na łamach MA. Możemy ew. zawrzeć umowę dygresje
polityczne będą tylko w nieparzystych miesiącach roku. Co Pan na to? Deklaruję też
wysyłkę dobrej wiejskiej białej kiełbasy (1 kg) za każdy nieparzysty miesiąc, w którym
mimo wszystko powstrzyma Pan swe polityczne erupcje. Myślę, że to się Panu opłaca...
Z wyrazami najwyższego szacunku...
Lifter
(też miłośnik białej kiełbasy ale nie fanatyk)
PS. Myślę też, że może Pan śmiało przestać podpisywać część swoich artykułów
jako Adam Nowak. Tajemnicą poliszynela jest kto ukrywa się pod tym pseudonimem. A nawet
niedomyślni po przeczytaniu jednej z drugą politycznej wycieczki Adama Nowaka w tym czy
innym tekście wiedzą już co jest grane... Czyżby wstydził się pan swego nazwiska?
Eeee, chyba niepotrzebnie. Ma pan kredyt u wielu czytelników. JESZCZE.
PPS. MA kupowałem od samego początku i byłem mu wierny przez ponad 2 lata. Teraz wolę
korzystać z egzemplarza służbowego, zaprenumerowanego przez firmę, w której pracuję,
godząc się na spore opóźnienie w wysyłce tego pisma i konieczność "dzielenia
się" nim z kilkoma innymi czytelnikami, którzy też wolą poczekać niż wydać w
końcu tę niewielką kwotę... To też znak czasu i chyba daje do myślenia. Przynajmniej
powinno.
PPPS. ANEKS: wstępniak w 9\95 to istna kobyła pod względem objętości i totalna
tragedia pod względem treści. Cóż tam mamy? Francuski pociąg, francuską książkę
(dobrze, że nic o francuskiej miłości!), Bolesława Prusa i pracę organiczną, oraz
nieco teorii histo (e) rycznych, socjologicznych i (jakże inaczej!) politycznych. No i
jeszcze chyba były tam ze dwa zdania o Amidze...
Naturalnie były też epitety pod adresem tych, którzy ośmielili się skrytykować Pana
lub MA. Cytuję: "Polak - katolik z bolszewickimi żądaniami". Pięęęękne,
prawie tak dobre jak "zgniły fagas imperializmu".
Przy okazji dziękuję też za wyraźne podkreślenie, że ma Pan krytyczne opinie
czytelników gdzieś bardzo głęboko; że zawartość merytoryczna MA będzie ustalana
odgórnie i żaden czytelnik (których często i gęsto namawia się do wyrażania swoich
opinii) nie będzie narzucał Panu co chciałby czytać w MA, bo Pan wie lepiej, a Bóg i
historia przyznają kiedyś Panu rację. (A jak nie to się zmieni Boga i historię?)
Naturalnie człowiek jako tako inteligentny i tak to wiedział... ale dziękuję za tę
"kawę na ławę".
Mam też nadzieję, że będzie Pan musiał kiedyś tę kawę wypić, gdy w końcu okaże
się, że MA ma już tylko garstkę zwolenników i pismo ulegnie likwidacji...
Mam tylko serdeczną nadzieję, że ta kawa będzie bardzo zimna, nieświeża i gorzka jak
cholera.
PPPPS. Po śmierci C&A MA jest jedyną gazetą jaka pisze o Amidze. TRAGEDIA.